AUTO-ZDROWIE

Autoimmunologiczny bój – co udało nam się osiągnąć przez 2 ostatnie lata

napisane przez: Karolina Sierpień 14, 2018 0 komentarzy

Zawsze w poniedziałek trzeba zrobić dobry start, żeby kolejne dni tygodnia były cudowne. Dlatego właśnie we wtorek, bo nie zdążyłam w poniedziałek 😉 mam dla Was dawkę motywacji na kolejne dni. Będę się mocno chwaliła, więc jeśli ktoś nie ma ochoty czytać tej, której się w głowie poprzewracało od samouwielbienia, niech lepiej skończy na tym zdaniu.

Jak zapewne większość z Was wie, od 6 lat walczymy z chorobą reumatyczną Karmazynki (pisałam o tym tutaj), a od 2 lat ja również wiem, że jestem chora autoimmunologicznie (pisałam o tym tutaj)

Na początku zaufałam medycynie w 100% i tylko takiej drogi się trzymałam, jednak obserwacja sposobu leczenia, podawanych leków, rozmowy z lekarzami i analiza wyników, zmusiły mnie do poszukiwania innych, niekonwencjonalnych i bardziej naturalnych sposobów walki a chorobami autoimmunologicznymi. Na swojej drodze spotkałam mnóstwo ludzi, którzy namawiali mnie do przejścia na naturalną stronę mocy, ale ja sceptycznie nastawiona dalej trwałam przy swoim medycznym przekonaniu, że lekarz wie najlepiej.  Do momentu, kiedy 2 lata temu nie przeszłam z Córką na dietę (o tym pisałam tutaj http://karmazynowa.com/auto-zdrowie/dlaczego-zdecydowalam-sie-protokol-autoimmunologiczny-tego-powodu-najszczesliwsza-mama-swiecie/). Wtedy zaczęłam szukać, czytać, słuchać i studiować wszystko, co dotyczyło naturalnych metod radzenia sobie z chorobami. Zdobyłam ogrom wiedzy, nauczyłam się radzić sobie z większością „strasznych ” medycznie przypadłości, które w dużej mierze rozdmuchane są przez lekarzy. Wiedzę czerpałam i czerpię z różnych źródeł do dnia dzisiejszego. Najbardziej lubię korzystać z doświadczenia osób, które przeszły już drogę uzdrawiania siebie lub poprawienia swojego życia poprzez powrót do natury. Uwielbiam też eksperymentować na sobie, bo jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby te eksperymenty nie przyniosły pożądanych rezultatów i zawsze czuję się po nich lepiej.

Rok temu trafiłam z Karmazynką do szpitala, ot taka rutynowa kontrola, bo to już rok minął od ostatniego razu, kiedy w szpitalu się znalazłyśmy i trzeba by było skontrolować parametry życiowe chorego dziecka. Wszystko szło by własnym rytmem, gdyby nie to, że Karmazynka trafiła tam bez leków i już na izbie przyjęć na pytanie: „jakie leki dziecko przyjmuje”, moja odpowiedź zabiła młodą przyjmującą nas lekarkę:

–  „Ale jak to??? Tak w ogóle???”

– „W ogóle, od pół roku nie bierze żadnych leków”

– „Jak jej samopoczucie?”

– „Bardzo dobre, poza pewnymi skórnymi problemami, wszystko w jak najlepszym porządku”

– „Zrobimy badania i zobaczymy”

Wtedy zaczął się kocioł. Jak zwykle tysiące badań z krwi, usg, prześwietlenia, spirometria, echo serca, okulista…. i cóż, znaleźli, bo przecież to niemożliwe, żeby było wszystko cudownie i żeby dziecko normalnie bez leków funkcjonowało. Spirometria wyszła słabo, w echo serca pojawiły się jakieś zmiany, a przeciwciała ANA oczywiście wysoko dodatnie (wynik 5120 przy normie ujemnej).  Pół oddziału postawione na nogi, bo te wszystkie zmiany miały być rezultatem postępującej choroby reumatycznej i wyniszczenia organizmu, które ona miała powodować. Trzeba było zrobić rezonans płuc, który wyszedł bardzo dobrze i okazało się, że zmian w płucach żadnych nie ma, a Zuzia po prostu za słabo dmucha w te pieprzone rurki.  Echo serca powtórzone przez kardiologa dziecięcego wykazało rzeczywiście nieznaczne zmiany, ale prawdopodobnie spowodowane branymi lekami (Metotrexat -chemia i Encorton – steryd). Zachowanie lekarzy, które obserwowałam, jako doświadczona w bojach matka, skierowane było na ponowne wprowadzenie jakiegokolwiek leczenia, pomimo tego, że nasz ulubiony doktorek mówił, że nie leczy się wyników, tylko stan pacjenta.  Skończyło się na tym, że matkę nastraszono konsekwencjami niestosowania leczenia w przypadku córki, stwierdzono, że nie może już nigdy więcej brać chemii (HIP HIP HUUUURRAAAA!!!!!), bo przy niej występuje u Karmazynki leukopienia, natomiast sterydy zostały wprowadzone na nowo, co prawda w bardzo małej dawce i od razu z rozpisaniem dawki zmniejszającej, zmierzającej do ich całkowitego odstawienia, ale jednak.

A co z matką? Matka się zgodziła na zaproponowane leczenie, widząc oczami wyobraźni zagrożenia wynikające z niepoddania się nakazom lekarskim, ale jednocześnie widząc nadzieję na szybkie zejście z leków i ponowne postawienie na swoim 🙂

Do czego zmierzam w tych swoich wywodach… chciałam przybliżyć Wam poniekąd sytuację, z którą miałyśmy do czynienia, ale nade wszystko chcę pochwalić się wszem i wobec, że moja Karmazynka JEST BEZ LEKÓW!!! Jej choroba nadal jest i już coraz bardziej zmierza ku diagnozie Mieszanej Choroby Tkanki Łącznej (Kolagenoza), jednak dzięki swojemu uporowi i intuicji doprowadziłam do komfortowego życia mojej córki bez trujących substancji zwanych lekami. W jaki sposób to zrobiłam? Nie myślcie sobie, że to dzieje się z dnia na dzień. Proces zmian trwa już ponad 2 lata. Pierwszym krokiem było przejście na dietę AIP i to właściwie zaczęło się z dnia na dzień, później wróciłyśmy do, w miarę normalnych posiłków, ale bez tego świństwa, którym posilałyśmy się wcześniej. W znacznym stopniu zmieniłam swój styl życia, co również odbiło się na pozytywnej zmianie nawyków u moich dzieci. Jeszcze na razie tylko mąż pozostał oporny, ale już chociażby zrezygnował z cukru i mleka do kawy, gdzie wcześniej 4 łyżeczki białej śmierci były normą. Zmiana stylu życia to proces, który ludziom żyjącym w obecnych czasach zajmuje kilka lat. Ja cały czas nad nim pracuję, bo jeszcze jest wiele rzeczy, których nie wyeliminowałam, albo których nie wprowadziłam do codziennej egzystencji. Dzieje się to etapami. O tych etapach zamierzam Was regularnie informować, bo w końcu takie było założenie pisania tego bloga: żeby ludzie mogli czerpać inspiracje do zmiany stylu życia, nie tylko w chorobach auto, ale także w codziennym zdrowym życiu, poprawiając tym samym kondycję swojego organizmu.  A z tego względu, że minęły już dwa lata zmian, mam Wam dużo do opowiedzenia.

Bądźcie czujni.

Jeśli uważasz, że ten tekst zasługuje na dotarcie do większej rzeszy, udostępnij go i podziel się z innymi. Nie bądź samolubem 😉

Jeśli jeszcze nie wiesz, to jestem również na Facebooku TUTAJ – będzie mi niezmiernie miło, jak polubisz mój Funpage

Może Cię też zainteresować:

Zostaw komentarz