ROZWÓJ I FINANSE

Polska Szkoła NIE „warta zachodu”

napisane przez: Karolina Sierpień 31, 2016 4 komentarze

Koniec wakacji, wszyscy Rodzice przygotowują wyprawki, kupują potrzebne do szkoły rzeczy, podręczniki, galowe stroje i inne pierdoły, a ja…, ja przyglądam się temu, jak moje dziecko poszerza swoje zainteresowania w domu, jak opowiada mi o tym, czego chce, co mu sie podoba, a co nie, jak mądre stwierdzenia czasem potrafi wypowiedzieć, jak potrafi określić, na jakie zajęcia lubi chodzić, a jakie kompletnie go nie interesują. I wiecie, co?

Stwierdzam, że nasza polska szkoła, to kompletna PORAŻKA!!! To nauczanie, proponowane przez Państwo, jest pomyłką!!!

Słyszeliście takie powiedzenie: „moje dziecko tak dobrze się rozwijało, było takie ciekawe świata dopóki nie poszło do szkoły” A w szkole, program nauczania jest, jaki jest, do tego, co chwila zmieniany, „ulepszenia” na każdym kroku, są gimnazja, za chwilę ich nie ma, sześciolatki do szkoły, a za rok już nie, trzy klasy nauczania początkowego – to za mało, zróbmy cztery lata głaskania dzieci po głowie!!! Bezsens! Kto na tym traci? Tylko dziecko! SZKOŁA ZABIJA W DZIECIACH MOŻLIWOŚĆ ROZWOJU SIEBIE, ROZWOJU ZAINTERESOWAŃ i to nie jest wina nauczycieli czy rodziców, tylko POLSKIEGO SYSTEMU OŚWIATY!!!

Jak patrzę na lekcje, które moje dziecko ma zadane do domu, to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera. Przez dwa lata nauki poprosiła mnie o pomoc może dwa razy, jak wpadła w histerię, że czegoś tam nie zrobi, bo jest głupie – tak po prostu. Poza tym, albo nie ma nic zadane, albo ma niewiele, a jej wychowawczyni i tak idzie z programem szybciej i więcej od klasy wymaga niż ma to miejsce w innych rówieśniczych klasach. Za wszystko, czym moje dzieci się interesują, albo chcą robić, muszę płacić. Ostatnio okazało się, że poziom nauczania języka obcego w szkole jest poniżej przeciętnej, rodzice zaczęli się zastanawiać, co zrobić, żeby dzieci uczyły się więcej danego języka bez konieczności posyłania ich na prywatne lekcje. Wszystko oczywiście szło na nauczyciela, który to za mało od nich wymaga i zbyt mało uczy i to z pewnością jego wina. Tylko nikt nie pomyślał o tym, że ten nauczyciel idzie z materiałem zgodnie z podstawą programową i że nie będzie dawał z siebie więcej i więcej i więcej, bo to syzyfowa praca, za którą nikt mu w dodatku nie zapłaci. Dla tych ludzi, to praca, taka, jak  każda inna, dająca możliwość utrzymania, w niektórych przypadkach również pasja, którą jednak, moim zdaniem, nie wszyscy nauczyciele mogą wykorzystać w szkole i często robią to poza nią, czasem charytatywnie, bo zależy im na uczniach i ich rozwoju bardziej niż na swoim czasie i wynagrodzeniu. Więc po co ta szkoła, ja się grzecznie pytam?

„Ucz się dziecko ucz, jak będziesz się dobrze uczył, to dostaniesz dobrą pracę za dobre pieniądze.”

do szkoły

To powiedzenie pokolenia naszych rodziców. Teraz wszyscy dobrze wiemy, że nauka niczego nie gwarantuje. Jeśli sami nie wyłożymy ciężkich pieniędzy na dokształcanie nas samych i naszych dzieci, nic z nas nie będzie. Moje szkoły, którym poświęciłam kilkanaście lat swojego życia, nie dały mi nic, poza nauką pisania, czytania i wspaniałymi znajomościami, które w nich zawarłam. Przez ostatnie 4 lata mojego życia posiadłam więcej umiejętności i wiedzy niż przez 17 lat nauki. A dlaczego, bo zaczęłam sama w siebie inwestować, w swój rozwój, w swoje zainteresowania. Bo zaczęłam czytać to, co chciałam, a nie to, co mi kazali.

Osobiście bardzo chciałam wysłać córkę do szkoły, choć miałam możliwość indywidualnego nauczania, ze względu na jej chorobę, wolałam, żeby poszła, jak inne dzieci, żeby nie była odizolowana, żeby przebywała z rówieśnikami. Czy  żałuję? Trochę tak, bo coraz bardziej zauważam, że to strata czasu, a jeśli moje dziecko chce się rozwijać, to musimy w to inwestować nie tylko pieniądze, ale także czas. Jaki czas? Oczywiście ten po lekcjach.

Kilka razy byłam w Stanach Zjednoczonych i za każdym razem my Polacy śmieliśmy się z Amerykanów, że oni nie wiedzą tego, czy tamtego, bo my to przecież wiedzieliśmy „wszystko”.  Później, jak zaczęłam rozumieć system polskiej edukacji, okazało się, że Amerykanie nie tracą czasu na pierdoły i uczą się tego, co naprawdę im w życiu potrzebne, a profilowane szkoły pozwalają im na rozwój ich talentów i zainteresowań. U nas, czy interesuje cię historia, czy nie i tak musisz się jej nauczyć w stopniu znacznie szerszym niż ci to jest potrzebne. Czy będziesz używał całek i wyciągał pierwiastki, skoro matematykę masz dużym niedomówieniu i tak musisz się tego uczyć – bo taka jest podstawa programowa i koniec tematu. A kogo interesuje, że Ty chcesz w życiu zająć się tańcem i potrzeba ci w szkole więcej zajęć wychowania fizycznego połączonego z jego nauką? Nikogo. A może Ciebie interesuje gra na bębnie, aktorstwo, a może mechanika… Ktoś powie – no tak, to możesz iść do profilowanego technikum, albo na konkretne studia, to się tego nauczysz. Tylko w tej profilowanej szkole nadal się będziesz uczył historii, którą masz w dupie.

Nikt w szkole nie nauczy mnie, w jaki sposób poradzić sobie w dorosłym życiu, w jaki sposób zarabiać pieniądze, skąd one w ogóle się biorą i jak się z nich utrzymać. Jak radzić sobie na rynku pracy i jak tą pracę znaleźć. Za to dostałam ogromną wiedzę na temat budowy pantofelka i wiem, w którym roku była bitwa pod Cedynią. Ciekawe, jak w dorosłym życiu wykorzystam ten informacje?

Kształcimy bardzo inteligentnych wszechwiedzących ludzi z ogromną wiedzą ogólną niepotrzebną do niczego, którzy nie potrafią odjąć VAT-u od kwoty brutto, żeby dowiedzieć się ile w rezultacie mogą zarobić pieniędzy.

Ciekawostką w tym wszystkim, jest to, że dzieci polityków i celebrytów uczą się w szkołach, gdzie mogą rozwijać swoje zainteresowania i nauka w nich wygląda zupełnie inaczej, płacąc za to ogromną kasę. Ciekawe dlaczego?

Obecnie znam dwóch rodziców, którzy nie puszczają swoich dzieci do szkoły i stawiają na edukację domową, bo w standardowym systemie nauczania nie widzą sensu. Mój syn dopiero za dwa lata będzie miał nieprzyjemność przekroczyć mury polskiej szkoły, kto wie, może do tego czasu zmieni się jeszcze więcej i z pełną odpowiedzialnością zafunduję mu domowy system nauczania.

Większość ludzi, których poznałam na swojej drodze, a którzy zarabiają ogromne pieniądze nie studiowali, tylko rozkręcali własne biznesy, w momencie, kiedy ja się uczyłam, a studia robili później – dla przyjemności i poszerzana własnych zainteresowań. Znam też takich, którzy rzucili szkoły, aby uczyć się tego, czego naprawdę chcą i wyszli na tym lepiej niż na przykład ja. Oczywiście głupotą byłoby wrzucanie wszystkich do jednego worka, ale w większości przypadków, to Ci, którzy się nie uczyli, albo się z nich w szkole śmiano osiągnęli dużo.

Mój wniosek:

Chcesz coś w życiu osiągnąć – inwestuj w siebie każdy czas i pieniądze, ale prywatnie i nie zmuszaj siebie ani dziecka do nauki tego, czego nie chce. Pozwól mu rozwijać to, co w sercu mu gra…

 

Może Cię też zainteresować:

4 komentarze

XYZ Wrzesień 1, 2016 at 7:32 pm

Świetnie to ujęłaś! Gdyby więcej ludzi otwarcie mówiło o tym jak jest źle (bo jest źle) to może by ludzie z oświaty otworzyli oczy, a nie tylko grzali krzesła, a nie przepraszam – skórzane fotele. Zgadzam się w 1000% 😉

Reply
Karolina Wrzesień 1, 2016 at 8:40 pm

Obawiam się, że oni nie mają pojęcia o tym, co się w polskich szkołach dzieje. Siedzą na tych fotelach, właśnie po to, żeby je grzać. Przykra prawda.

Reply
Gadget Wrzesień 12, 2016 at 11:04 am

WItam ,
wypowiedź trafia w samo sedno ….
Mamy przeładowane programy w szkołach i to mocno. NAuczyciele są pod presją ze muszą się wyrobić z programem bo ich z tego rozliczają,
Szkoła powinna być przyjazna i rozwijać dzieci … klasa 1-3 powinna wyciągać już z dzieciaków to czym się interesują + obserwacje rodziców . Jeśli dziecka ma zdolności plastyczne to zwyczajna zdolność posługiwanai się podstawowymi działaniami matematycznymi mu wystarczy suma , różnica , dzielenie mnożenie – resztę można opanować na kalklulatorze….- kiedyś byłem w Norwegii mając 15-16 lat – mój równieśnik który tam uczęszczał do szkoły od urodzenia na moje pytanie np jak wygląda lekcja matematyki i przykładowe zadanie stwierdził ze – on ma od tego kalkulator … i w pamięci nie robi nic …-,
lekcje historii biologii – po co na co … gimnazja są ok nie wiem po co ta reforma teraz znowu ….
Szkoła podstawowa – jak sama nazwa mowi podstawowe umiejętności zdolności do życia – czytanie pisanie podstawy matematyki ogolny zarys historii , budowa ciała ludzkiego bez zagłębiania się … geografia na poziomie mapy europy i świata aktualnej , bez religii – to można robić przy kosciołach w salkach kto chce….
wychowanie fizyczne podstawowe – a jeśłi dziecko ma zdolności to wtedy jakaś klasa sportowa do tego Języki obce , język polski ale bez rozbieranai zdań – odkąd skończyłem szkoły nigdy nei zastanawiałem się nad tym jak rozebrać zdanie czy jest ono złożone pojedyńcze czy podwójnie czy to jest odmienione przez taki czy siaki przypadek – język polski jest intuicyjny bo słyszymy go ciągle tak samo może być nauka języka obcego – przeciętny polak w wieku 25-40 lat tak samo jak i ANglik niemiec czy jaki kolwiek inny Francuz zapytany na ulicy czy zna budowę zdania i w jakim czasie czy jakiej skłądni mowi zrobi krzywe spojrzenie i stwierdzi ze przecież on rozumie co się do niego mowi i jego rozumieją a skoro się dogaduje to po co ma się zastanawiać….

Szkoła „gimnazjalna „- profilowana – tutaj dzicko samo wybiera czy chce być prof matematyki czy historii , czy będzie studiować na ASP czy możę chce być sportowcem albo mechanikiem – wtedty niech ma przedmioty tylko z tym związane …. a nie żeby mechanik samochodowy uczył się o budowie pantofelka czy jak odżywia się stułbia …. bo to przy naprawie silnika się jemu nie przyda ….

potem studia które będą doprecyzowywały wiedzę i poażą coś jeszcze dokładniej….. ale wtedy na kierunki będą już chodzić specjaliści …. którzy chcą poszerzyć wiedzę a nei tylko po to by mieć inż czy mgr bo się lepiej patrzy na to …

i nie zadawanie tony zadań do domu … bo każdy nauczyciel uważa ze jego przedmiot jest najważniejszy- zróbmy zadania dla chętnych – dzieci które będą się kształcić w wybranych przez siebie przedmiotach będą same chciały się wykazać zrobić pracę w domu same coś zaproponują ….. można dziecko zachęcić żeby chłonęło wiedzę i miało i rozwijało zainteresowanai a nie zmuszać….. a nasze szkolnictwo zmusza to jest obóz pracy gorszy niż praca w dorosłym życiu – w dodatku nei przygotowuje do dorosłego życia …

Ale to jest zdanie większości ludzi , którzy mowią tylko w swoim gronie bo nic z tym nie można zrobić….
gdybyśmy mieli taki system edukacji ( wzorowany na amerykanach – tfu nie lubię ich ale mają sporo rozwiązań które pozowoliły im w czasie kilkuset lat stać się potęgą na świecie …- a my Europejczycy nadal tłuczemy kokosa głową z nadzieją ,żę się otworzy bez nabijania sobie guza) Mądrzejsze narody wiedzą ,że można użyć młotka , kamienia albo czegokolwiek innego …..
Ps. Starożytni też nie uczyli miliarda pierdół tylko od małego specjalizowali się w wąskiej dziedzinie… dlatego coś osiągnęli …. i żyli tym czym się interesowali zgłębiali wiedzę w tej dziedzinie…

Ale to tylko moje zdanie i nic ono nie zmieni …, ani w kwestii szkół ani niczego innego … dopóki społeczeństwo nie zrobi roz**** z tymi przy korycie.
Pozdrawiam

Reply
Karolina Wrzesień 12, 2016 at 8:56 pm

Kalkulatory są wszędzie, tylko w naszym kraju nie można nawet liczenia ułatwić. Wszystko trzeba komplikować. Bardzo trafne spostrzeżenia. Gratuluję punktu widzenia. Również pozdrawiam

Reply

Zostaw komentarz