ROZWÓJ I FINANSE

Kilka groszy do skarbonki

napisane przez: Karolina Czerwiec 30, 2016 2 komentarze

Nie pamiętam, kiedy ja zaczęłam dostawać kieszonkowe, ale wiedziałam, że gospodarowania pieniędzmi muszę nauczyć dzieci tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, bo nikt za mnie tego nie zrobi.  W szkole zupełnie nie uczą życia finansowego, a przedsiębiorczość w klasach licealnych ogranicza się do napisania biznes planu i podania informacji: co zrobić, żeby założyć własną firmę (czytaj: pójść do urzędu i ją zarejestrować ;))

O odkładaniu dla dzieci na przyszłość dużo się mówi, ale o nauce finansowej maluchów, już nie bardzo.

W pierwszej klasie jeszcze nie zdecydowałam się na ten krok, ale w drugiej, po wakacyjnych wyjazdach, nie chciałam już tak po prostu dawać Zuzi na wszystko. Zaproponowałam, że będzie dostawała kieszonkowe. Ustaliłyśmy, że będzie to 7 złotych tygodniowo i że już nie będzie mnie prosiła o zakup „badziewek” z różnych miejsc, tylko ma tak układać wydatki, żeby starczyło jej na zachcianki.  Czy 7 złotych, to dużo, czy mało? Nie wiem. Każdy ma swój przelicznik. Ja uznałam, że dla dziecka, któremu nic nie brakuje, to kwota odpowiednia.

Karmazynka szybko policzyła, że w miesiącu da jej to 28 złotych i że:

„to raczej dużo”,

bo co ma powiedzieć dziecko, które nigdy nie wydawało pieniędzy, nie wie skąd się one biorą i zawsze prosi: „mamo kup…, tato kup…, babciu kup…”, a mama, tata, babcia kupują lub nie.

Skoro moje dziecię stwierdziło, że to „raczej dużo”, ułatwiła mi kolejną część zadania, czyli podział tej kwoty na 3 części:

10 % potrzebującym do skarbonki nr 1

13% odkładamy na jakiś konkretny cel (Karmazynka zbiera na AmiGami) do skarbonki nr 2

77% na bieżące wydatki, które do momentu zmiany diety wydawane były w przydomowym spożywczaku na chemiczne kolorowe hamburgery, żelki i lizaki. Czasem też coś skapnęło dla młodszego brata.

Akurat my ustaliłyśmy taki podział, był najbardziej bliski moim finansowym poczynaniom.

Innym ustaleniem, było to, że Zuzia, aby dostać kieszonkowe w każdy poniedziałek, musi wykonać sumiennie swoje obowiązki przez cały tydzień, czyli nauka, odrabianie lekcji bez marudzenia i utrzymywanie porządku w swoim pokoju. Stąd też dziecko dostaje informację, że aby coś dostać, trzeba cokolwiek od siebie dać. Żeby zarobić, trzeba coś zrobić, aby dostać wypłatę, a pieniądze nie spadają z nieba.

Moje dzieci, na przykład, pozbywają się swoich zabawek za niewielkie pieniądze, żeby kupić sobie kolejną zabawkę, ale to od nich zależy, czy chcą wydać więcej pieniędzy na nową, czy poszukają gdzieś używanej.

Co myślicie o takich sposobach na dziecięce finanse?

Rodzicom, które chcę nauczyć Dzieci finansowej mądrości polecam książki Roberta Kiyosakiego, przede wszystkim „Mądre Bogate Dziecko” od niego czerpię dużo finansowych inspiracji.

Robert KiyosakiDSC_0117dziecko-liczy-pieniądzekieszonkowe-dla-dziecka

Może Cię też zainteresować:

2 komentarze

Iwona Lipiec 6, 2016 at 5:40 am

Karolina,
Jestem pod wrażeniem 😉 Bardzo przyjemnie czyta się Twoje wpisy. Czekam na kolejne

Reply
Karolina Lipiec 6, 2016 at 6:34 am

Dziękuję. Będzie więcej…

Reply

Zostaw komentarz