LIFESTYLE

Po co mieć jedno dziecko? Skoro można mieć więcej.

napisane przez: Karolina Lipiec 28, 2016 0 komentarzy

Wtorkowy poranek, jedziemy samochodem – rodzice zajmują przednie miejsca, dzieci z tyłu. Na początku spokojnie, nic się nie dzieje, tylko kilometry uciekają. Nostalgia nie trwa zbyt długo, bo po kilkunastu minutach z tylnej kanapy dochodzą dziwne odgłosy niczym z miejskiego bazaru, za chwilę dołączają krzyki, wrzaski – odwracam się i widzę rękoczyny, przepychanki, wkładanie palców do oczu, uszu, gryzienie i inne „końskie zaloty” kochającego się rodzeństwa. Próba uspokojenia Dwójki Wspaniałych i groźba matki:

„konstrukcja tego samochodu umożliwia dowolnej ilości osób biegnięcie za nim!!!!!!!!!”

przynoszą skutek. Dzieci robią odgradzającą ich kotarę i przez 15 minut nie odzywają się do siebie. Po tym czasie słyszę świergoty, śmiech, przyjazną wymianę zdań – jakby nie te same osoby…. I tak w kółko – raz się kłócą, raz uwielbiają, razem się bawią, a innym razem wypychają wzajemnie z własnych pokoi, skarżą i walczą. To uroki posiadania DWÓJKI 🙂

Ja jestem typową Matką Polką i odkąd pamiętam dzieci chciałam mieć szybko, minimum dwójkę, najlepiej córkę i syna, no i oczywiście musiałam wyrobić się do trzydziestki. Jako, że drugie urodziłam mając 29 lat, to na trzecie już kurcze czasu nie starczyło. Tak zakodowałam sobie w głowie i pewnie dlatego wszystko ułożyło się zgodnie z moim planem. Teraz, czasami pojawi się myśl, że może jeszcze jedno, ale…., no właśnie, za dużo tych ALE. Jak się trafi, to będzie.

brat-i-siostra

Ta nasza wtorkowa wycieczka swój półmetek miała w miejscu kolonii, na których zostawiliśmy Karmazynkę. Wracając, jakoś tak dziwnie cicho w samochodzie. Żadnych odgłosów z tylnej kanapy. Patrzę na syna, a on, jak struty, bez uśmiechu, oczy spaniela, nic nie mówi – myślę sobie: „jak nic będzie chory” , pytam:

„coś Cię boli?” – Nie,

„źle się czujesz?” -Nie,

sprawdzam czoło – też nic. Nie wiem, gdzie się podziało moje radosne dziecko. No cóż, poczekamy do rana. Wchodzimy do domu i słyszę takie smutne, no wiecie – takie ze łzami w oczach: „mamo, ja bardzo tęsknię za Zuzią”. Mnie ściska w gardle, biorę telefon, dzwonię do córki, żeby pogadała z bratem. Brat do niej: „Zuzia, bardzo za tobą tęsknię”, siostra jakoś nie odwzajemnia tęsknoty, ale uspokaja brata, żeby już przestał. W końcu Karmazynek zasypia. Rano budzi mnie napad mojego dziecka i krzyk: „mamo, wstawaj – szybko – o której jedziemy po Zuzię?!!!!”

Taka to cudowna braterska miłość 🙂 Rodzeństwo, które nie może bez siebie żyć.

Mi samej jakoś tak dziwnie z jednym w domu, jakaś taka dziwna cisza, nikt się nie kłóci, nie bije.

Wiadomo, każdy ma swoje przesłanki do tego, żeby mieć jedno, dwoje, troje, czy więcej dzieci. Ja nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieć jedno, nigdy sobie tego nie wyobrażałam. Nie wyobrażam sobie też życia bez mojego brata, bo takowego posiadam i szkoda trochę, że nie mam też siostry. Ale najbardziej podoba mi się model 2 +3, albo 2+4. W każdym z tych przypadków liczą się chęci posiadania określonej ilości dzieci (o chęciach pisałam tutaj), a reszta to wymówki.

Naprawdę fajnie jest być mamą i pomimo wszystkich przeciwności, uśmiech dziecka wynagradza wszystko, a jeśli tych uśmiechów jest kilka, to już w ogóle PRZEKOZACKO!

P.S. Nie jest to artykuł sponsorowany przez program 500+ 😉

braterska-siostra

Może Cię też zainteresować:

Zostaw komentarz