AUTO-ZDROWIE

Medycyna konwencjonalna czy nie???

napisane przez: Karolina Październik 18, 2016 0 komentarzy

Najlepszym sposobem na uniknięcie odpowiedzi na to pytanie, jest po prostu nie chorować, nie mieć żadnych dolegliwości i czuć się świetnie każdego dnia i unikać służby zdrowia. Wtedy nie mamy rozterek komu zaufać, czego spróbować i czy „to”, albo „tamto” zadziała. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała rozstrzygnąć tych rozterek na swoim przykładzie. Wodę lać mogę i przekazywać mądrości gdzieś wyczytane, ale do mnie najbardziej zawsze trafiają przykłady z życia wzięte, opowiedziane, przeczytane, czy wysłuchane. Mam nadzieję, że do Was też. Ja zawsze staram się analizować, to co usłyszę, wybrać za i przeciw, a potem rozstrzygać, czy do mnie to rzeczywiście pasuje.

Do rzeczy…

Odkąd pamiętam zawsze ciągnęło mnie do medycyny, może nie od razu do zostania lekarzem, ale podobało mi się chirurgiczne grzebanie we flakach, rozterki Doktora Housa, czy przypadki zasłyszanych historii na temat różnych dolegliwości. Lubiłam oglądać medyczne programy, filmy o lekarzach i podstawy anatomii Dr Gunthera von Hagensa, czytać i analizować czyjeś wyniki badań. W mig łapałam nazwy lekarstw, badań, chorób i sama czasami, przy pomocy różnych publikacji próbowałam rozwiązać pewne zagadki medyczne. Jednak lekarzem nie było dane mi zostać, choć pierwszy raz pożałowałam tego po narodzinach mojego pierwszego dziecka, bo wydawało mi się, że przecież lekarz, wie wszystko, to dziś jestem wdzięczna, że medycznej drogi nigdy nie wybrałam.

Poznałam kiedyś kobietę, mniej więcej w moim wieku, która kończyła właśnie studia medyczne. Powiedziała mi, że dopóki nie znalazła się na tej uczelni, myślała, że lekarze wiedzą wszystko, a teraz dyplom potrzebny jest jej do wypisywania recept. Szczerze…, nie zrozumiałam tego do końca ale długo nad tym myślałam i dopiero po kilku strzałach lekarskich, które dostałam w swoim życiu, zrozumiałam, o czym ona do mnie „TALKING ABOUT”.

Ufałam lekarzom, czasami bezgranicznie. Wykonywałam ich wszystkie zalecenia krok po kroku. Czasami bezmyślnie, bez zastanowienia, bo to przecież „lekarz powiedział”. Kiedy omal moje dziecko nie przepłaciło życiem lekarskiego błędu (piałam o tym tutaj), zrozumiałam, że lekarz, to też człowiek i tak, jak każdy z nas może popełniać błędy, nie zawsze wszystko wie i często podejmuje decyzje na tak zwanego „czuja”. Od tego momentu mam dwóch lekarzy, z którymi współpracuję, którzy mnie słuchają i ze mną rozmawiają poważnie i konkretnie. Jeden z nich potrafi się przyznać do tego, że czegoś nie wie i powiedzieć, że medycyna cały czas się rozwija i „ten” albo „tamten” przypadek nie został jeszcze zbadany, a drugi, jak zaczęłam mówić, że mam rozterki, wątpliwości i nie wiem, co robić, powiedział ” OK. Ale przecież komuś trzeba zaufać”, więc mu zaufałam i już ponad 4 lata mojego zaufania nie zawiódł. Z kolei ostatnio zostałam wyśmiana przez dwóch lekarzy, mówiąc im, że zmiana sposobu mojego żywienia wpłynęła na moje wyniki, a farmakologicznie się nie leczę. Totalna olewka, mieli mnie w dupie…

Jak więc jest z tą medycyną? Jestem na TAK, czy  na NIE?

Zdecydowanie jestem na TAK, ale…. z umiarem.

Medycyna osiągnęła ogromne postępy przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Niektóre przypadki, to prawdziwe „majstersztyki”. W dodatku rozwija się nadal w zawrotnym tempie. Potrafi uratować ogrom ludzkich żyć i naprawić ogrom ludzkich urazów i nieprawidłowości.  Jednak za tym wszystkim idą ogromne pieniądze, które z tej wielkiej nauki czynią POSPOLITY BIZNES, w którym oczywiście cierpi pacjent.

Z jednej strony cieszę się, że tak jest, bo dzięki temu rośnie świadomość ludzi, co do innych alternatywnych metod leczenia i mogą się one rozwijać w tak szybko, jak medycyna.

Przykładem jest dietetyka, której zasług nie trzeba tutaj przedstawiać, bo olbrzymią ilość osób wyciągnęła z opresji chorobowych, a do tego rozwija ludzką świadomość na temat, nie tylko zdrowego żywienia, ale również stylu życia. Ja jestem fanką tej dziedziny, z której na świecie coraz częściej korzystają także lekarze, ale również dostępna jest w ramach państwowej opieki medycznej. W Polandzie, jeszcze raczkuje, ale to dobrze, bo oznacza to, że mamy w tej dziedzinie wiele do nauki.

Obok dietetyki jest ziołolecznictwo, homeopatia, różnego rodzaju zabiegi niekonwencjonalne, o których ja wypowiadał się nie będę, bo z nich nie korzystam. Wiem jednak, że wielu ludzi właśnie w tego rodzaju terapie niekonwencjonalne ucieka, bo po prostu nie wierzy już lekarzom i temu całemu medycznemu biznesowi.

A mnie się marzy współpraca tych wszystkich dziedzin i podejście do człowieka w sposób holistyczny, słuchanie, co jego ciało mówi, co mówi sam człowiek, a nie tylko: „15 minut i następny”, „recepta i do domu”. Ten lekarz, który mówił o zaufaniu i któremu zaufałam, niestety nie bierze pod uwagę żadnego innego sposobu leczenia człowieka, jak tylko medyczny i konwencjonalny. Ja to szanuję, ale i tak idę dwutorowo, czego efekty widoczne są w badaniach.

Człowieku!!! Nie rezygnuj z medycyny, bo to wielka dziedzina nauki, ale szukaj też innych rozwiązań. Nie pozostawiaj swojego życia tylko w rękach lekarzy – idź dwu, trzy, albo nawet czterotorowo, słuchaj swojego organizmu, on Ci podpowie, co jest nie tak.

A Ty lekarzu!!! Otwórz się na pacjenta, zacznij go słuchać, zaufaj i uwierz w to, co mówi. Wszyscy na tym skorzystają, a wynikiem będzie wspólny SUKCES!!!

Może Cię też zainteresować:

Zostaw komentarz