AUTO-ZDROWIE

Co dzieje się z organizmem, gdy wpuścimy do niego truciznę?

napisane przez: Karolina Wrzesień 23, 2016 0 komentarzy

Na własnej skórze, we własnych tkankach, mózgu i każdej innej części ciała odczułam co znaczy trucizna dla naszego organizmu. Zdrowo się odżywiam już od kilku miesięcy, odstawiłam produkty, bez których znacznie lepiej się czuję i jak się okazało, potrafię bez nich żyć. Nie jem glutenu, nabiału, kasz, jajek, strączków i produktów przetworzonych. A może raczej powinna powiedzieć, że nie jadłam…

I teraz nastąpi wielkie TADAM!!!! Musze publicznie przyznać się do popełnionego grzechu, który w skutkach okazał się „prawie” tragiczny. Naprawdę chciałam…, ale niestety nie jestem IDEALNA, moja wytrwałość została nadszarpnięta. Płaczę….

Otóż pewnego, jeszcze słonecznego dnia, będąc w odpowiednim dniu cyklu, w którym kobiety zazwyczaj stają się zołzami, a do tego zeżarłyby KONIA Z KOPYTAMI, prowadziłam samochód, gdy nagle po mojej prawej stronie pojawiło się wielkie żółte „M” – tak zwane ZŁOTE ŁUKI. Na karmazynowym prawym ramieniu siedzi Anioł i mówi – „nie możesz tam zjechać”, ale za to na lewym siedzi czarny diabeł i przemawia: „zjedź, to tylko raz, nic Ci się nie stanie”. Karmazynowa niczym Ewa w Raju, zjechała na McDriva, kupiła tortillę z kawą i pojechała w dalszą trasę, pożerając chemicznie nafaszerowane żarcie z takim zapałem, jakby było co najmniej ponczówką. Głód zaspokojony, ale sumienie mówi: „co ja najlepszego zrobiłam???”. Gdybym umiała zżygać się na zawołanie, to pewnie bym to zrobiła, z tego wyrzutu, który nie dawał mi spokoju. No nic myślę…. to tylko raz – koniec i bomba. Następny dzień już spoko, powrót do zdrowia, ale tu znów się PMS odzywa. „NIE!!! NIE!!!NIE!!! Dam radę!!! Dałam! Ufff…

Kolejny dzień, przychodzi koleżanka, robię sałatkę z jajkiem i sosem jogurtowym, to tylko jogurcik, ona przynosi wino – no dobra, zgrzeszyłam przedwczoraj, to dziś mi się nic nie stanie, jak wypiję lampeczkę – TEN cholerny PMS (tak sobie mówię ;). Zjadam kromkę chleba, bo jak coś, to już wszystko na raz….

Kolejny dzień – nie mogę wstać z łóżka, ani ręką, ani nogą. Ból głowy okropny, wszystko w brzuchu się przewraca, leżę jak zwłoki – myślę – to grypa się zbliża. Kręci mi się w głowie, przewracam się z boku na bok – ból brzucha niemiłosierny. Mąż wraca z roboty i malinki chce mi gotować, czosnek obierać, a ja mówię: „Nie, to nie infekcja, ja zatrułam swój oczyszczony, oddetoksowany organizm”

Pożarłam duże ilości produktów, które mi szkodziły i od których się uwolniłam, dostarczyłam organizmowi mnóstwo niepożądanej żywności w krótkim trzydniowym okresie. Mój system musiał tak zareagować – nie miał wyjścia.

W sumie, to miałam tematu nie ruszać, ale reakcja mojego organizmu jest ściśle powiązana z zespołem DRESS, o którym pisałam TUTAJ i który zaatakował moją córkę po błędzie lekarskim. Reakcja jej organizmu była podobna do mojej, tylko o groźniejszym przebiegu i wysokiej gorączce. Ona zatruła się lekiem, ja żywnością. Moje zatrucie, to tylko złe samopoczucie, które wiedziałam, że przejdzie, ona natomiast w wyniku błędnego zaordynowania leku otarła się o śmierć. Generalnie, to błędy przecież się zdarzają i każdy je popełnia, nawet wszechwiedzący lekarz. Chodzi tylko o to, żeby nie popełniać ich drugi raz, żeby wyciągnąć z nich wnioski i się nauczyć. Złe samopoczucie po ostatnim złym odżywianiu sprawiło, że nigdy więcej, żaden PMS nie zmusi mnie do takiego obżarstwa. W przypadku tej Pani Doktor niestety ten błąd się powtórzył, na innym dziecku, tym razem na chłopcu, którego mama mnie znalazła i podzieliła się ze mną tą tragiczną sytuacją. Całe szczęście wyszli z tego bez szwanku.

Wniosek jest taki: uważajcie, co jecie, co łykacie i w jakich ilościach. Słuchajcie swojego organizmu – ON SIĘ NIE MYLI. Kiedy jest mu źle, daje nam znać, a my musimy mu pomóc – naturalnie 🙂

 

Może Cię też zainteresować:

Zostaw komentarz